niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 29

Justin POV:
W salonie panuje grobowa cisza i czuję, że to będzie koniec wszystkiego.
Wypuszczam Elenę ze swoich objęć, podnoszę się i nerwowo spaceruję po salonie. Wsuwam palce we włosy i mocno za nie pociągam! Oczywiście, że mnie za to obwinia, jak mogłoby być inaczej? Nie ochroniłem jej, nie zapewniłem bezpieczeństwa! Jestem głupi skoro myślałem, że potrafi mi to wybaczyć! To moja wina i powinienem ponieść za to odpowiednią karę. I tą karą będzie odejście Eleny, a moje życie zmieni się w koszmar. Nie wyobrażam sobie nawet minuty spędzonej bez niej! Jak mam dalej żyć?! Jak mam pozbierać się po jej odejściu? Jak zapomnieć? Jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Pamiętam każdą spędzoną z nią chwilę, nasze pocałunki, splecione palce i jej przecudowny uśmiech. Nasz dobre chwile, jak i te złe. Tak ma się to wszystko skończyć?
- Justin - słyszę nagle jej cichy głos, ale nie przerywam marszu. Próbuję uspokoić mój szalejący oddech - Kochanie - boże! Jej smutny głos cholernie mnie dobija! Dlaczego to wróciło?! Dlaczego zabrało upragniony spokój, radość dnia i uśmiech mojej dziewczyny? - Hej - czuję, jak ściska moje ramię i dopiero teraz przystaję w miejscu. Podnosi palem moją głowę i zmusza, abym na nią spojrzał. Mimo, iż jest dużo niższa ode mnie, dopiero kiedy faktycznie unoszę głowę do góry, nasze oczy się spotykają. Nie wiem dlaczego, ale... uśmiecha się delikatnie, a moje serce zaciska się nieprzyjemnie. Gapię się na nią i wiem, że jest wszystkim, co mam. Jest miłością mojego życia i zrobiłbym dla niej wszystko. Tak bardzo żałuję, że nie mogłem jej ochronić - Dlaczego twierdzisz, że obwiniam Cię o to? - głaszcze mnie czule po policzku i zamykam oczy pod wpływem jej dotyku. 

- Czyż to nie oczywiste? - podnoszę dłoń i układam ją na jej. Jest taka drobna, delikatna - Pozwoliłem na to, aby ktoś wyrządził Ci tak potworną krzywdę. Powinienem ponieść za to karę. To była moja wina, Elena. Tylko moja! - uchylam powieki i spotykam jej spojrzenie. Wpatruje się we mnie uważnie i marszczy czoło. Mimo, iż płakała całkiem niedawno, wygląda przepięknie.
- Nie mów tak! Nie obwiniam Cię za to, rozumiesz? - co takiego? Dlaczego, do cholery?! - Jak mogłeś w ogóle tak pomyśleć? - kręci głową i widzę na jej twarzy przebłysk złości - To nie jest Twoja wina, Skarbie - przybliża się i zarzuca dłonie na moją szyję. Przytulam ją mocno do siebie, opiera swoje czoło o moje i mówi dalej - Kocham Cię najmocniej na świecie, wiesz? Nie mogłabym odejść. Jak miałabym bez Ciebie żyć, hmm? - mruczy cicho i pociera swoim nosem o mój.
- Wybacz mi, maleńka. Nie masz pojęcia, jak potwornie się teraz czuję. Przepraszam.
- Hej! Nie pozwalam, rozumiesz? - mówi surowo i zaciska szczękę - To, że sobie przypomniałam o niczym nie świadczy. Widocznie tak musiało być, mózg był gotowy, aby mi to wszystko pokazać. Ale to nie jest Twoja wina, po prostu się stało, tak? Nikt tego nie przewidział, przecież byłam w hotelu! Nigdy nie wpadłabym na to, że ktoś może się tam na mnie przyczaić. Jednak to nie ma teraz znaczenia, Justin. Nigdzie się nie wybieram i nie pozwalam Ci, abyś brał winę na siebie. Dociera to do Ciebie? - chwyta moją szczękę w dłonie i patrzymy sobie w oczy.
- Tak bardzo Cię kocham. Jesteś dla mnie najważniejsza - mówię cicho i czuję łzy na policzkach.
- Proszę, nie płacz, Justin - ociera moje policzki, ale sama również płacze - Jestem przy Tobie, nie bój się. Nie mogłabym Cię zostawić. Bez względu na wszystko, wiesz?
- Dziękuję - tylko tyle jestem w stanie z siebie wykrzesać. Elena mocno przytula mnie do siebie, staje na palcach i pociera moje plecy. Chowam głowę w jej włosy i nie mogę powstrzymać łez.
- Nie masz za co. Kocham Cię najmocniej na świecie, Justin. To się nigdy nie zmieni.
Są to najpiękniejsze słowa, jakie mogłem usłyszeć. Są jak balsam na moją duszę.





Elena POV:
Po akcji w salonie, jemy razem obiad który zrobiliśmy wspólnie. Spoglądam ukradkiem na mojego chłopaka, który jest skupiony i przerzuca ryż z jednej strony talerza, na drugi. Wiem, że coś go dręczy i obawiam się, że ma to sporo wspólnego z moim dzisiejszym nawrotem wspomnień. Owszem, nie spodziewałam się tego, wpadłam w szał, ale to wszystko wydawało się być takie realne! Zupełnie jakbym przeżywała to właśnie w tej chwili. Byłam przerażona, kiedy zobaczyłam oczy tej dziewczyny, wyprane z wszelkich uczuć, obojętne. Widziałam wszystko dokładnie i teraz wiem, że wcale nie chciałam sobie tego przypominać. Tak byłoby najlepiej, jednak stało się inaczej. Wiem, jak to wyglądało i mogę tylko domyślać się, co przechodził Justin kiedy byłam w śpiączce. Dlaczego pomyślał, że mogłabym go obwiniać za wszystko? Przecież to nie jego wina! Nie ochroni mnie przed wszystkim, co złe. Nie ma nawet takiej możliwości i nie pozwolę mu tak myśleć. Poradzę sobie z tym, jestem silna i nie dam wspomnieniom mnie stłamsić.
- Nie smakuje Ci? - wreszcie przerywam tę krępującą ciszę, mam jej serdecznie dość.
- Smakuje, jest pyszne! - podnosi głowę, chrząka i patrzy na mnie z rozczuleniem.
- Serio? - unoszę brew i średnio mu wierzę - Skoro tak, to dlaczego prawie nic nie zjadłeś?
- Przepraszam, Kochanie. Po prostu mam słaby apetyt, ale obiad wyszedł przepysznie.
- Co mam zrobić, abyś przestał o tym myśleć? Nie chcę tego, Justin! Widzę, co się z Tobą dzieje.
- Wszystko jest w porządku, naprawdę. Nie musisz się mną przejmować.
- O czym Ty mówisz? Jak mam się nie przejmować? - kręcę głową i nieco się złoszczę - Powiem Ci coś i nie wrócimy więcej do tego tematu, dobrze? - przytakuje niepewnie głową i widzę, że jest zaciekawiony - Musimy iść do przodu, wiesz? - marszczy czoło i nie spuszcza ze mnie wzroku - To przeszłość, Justin która już nie wróci, jak sam powiedziałeś. Mamy to już za sobą. I Ty cierpiałeś i ja cierpiałam, ale daliśmy sobie z tym wszystkim radę. Owszem, dzisiaj przypomniałam sobie wszystko, ale to nic nie zmienia. Jestem dużą dziewczynką, poradzę sobie z tym. Nie chcę, aby to stanęło między nami. Kocham Cię, chcę żebyś był szczęśliwy i uśmiechnięty.
- Jesteś taka dzielna. Mimo tego wszystkiego, świetnie sobie radzisz. Jak Ty to robisz.

- Wiesz jak? - odchyla ręce i patrzy mi w oczy - Walczę, mam siłę, ale to wszystko z miłości do Ciebie. To ty dajesz mi siłę, Justin. Dzięki Tobie jestem dzielna i wiem, że z Tobą pokonam wszystko! - uchyla usta i chyba czegoś takiego się nie spodziewał - Więc proszę Cię, bądź silny dla mnie, dobrze? Jestem tutaj z Tobą i jestem pewna, że we dwójkę poradzimy sobie ze wszystkimi problemami, które staną nam na drodze. Tylko bądź dla mnie, Justin.
- Boże, Elena! - słyszę w jego głosie jakiś dziwny ból, podnosi się i porywa mnie w swoje ramiona - Jesteś niesamowita, Kotku. Odważna, dzielna, silna... mam najcudowniejszą dziewczynę na świecie! - okręca mnie kilka razy, aż piszczę. Jednak w tym momencie liczy się tylko on i to, aby nie zadręczał się tym, co już za nami. Ważna jest ta chwila. Tu i teraz.


Popołudniu odwiedza nas Pattie. Justin opowiada jej o wydarzeniach z dzisiejszego poranka, słucha uważnie i mocno tuli mnie do siebie. Nawet proponuje wizytę u psychologa, czym mnie zaskakuje.
- Psycholog? Ale po co? Przecież nic mi nie jest - uśmiecham się i wzruszam ramionami.
- Wiesz, my to już przeżyliśmy, jednak Ty dopiero sobie to przypomniałaś i może być to dla Ciebie spory szok. Może psycholog by Ci pomógł? Wyrzuciłabyś z siebie negatywne emocje.
- Spokojnie, Pattie. Naprawdę wszystko jest w porządku. Nie potrzebuję psychologa, czuję się dobrze. Nie chcę do tego wciąż wracać. Wolę zapomnieć i iść dalej.
- A może zaproszę tatę z dzieciakami na weekend? - pyta Justin i szeroko się uśmiecham.
- Tak! To jest cudowny pomysł - klaszczę w dłonie, bo bardzo tęsknię za Jazzy i Jaxo.
- No to załatwione! Zaraz do niego zadzwonię - Justin mruga i wychodzi z salonu.
- Elena, naprawdę dobrze się czujesz, czy udajesz przed Justinem?
- Nie martw się, nie udaję. Poradzę sobie z tym, jestem silniejsza niż myślisz.
- Wcale nie wątpię, nie chcę tylko żebyś musiała się z tym męczyć. To niepotrzebne.
- Dzieciaki przyjadą i nawet nie będę miała czasu na myślenie. To najlepsza terapia.
- Tu akurat się z Tobą zgodzę - Pattie chichocze cicho i ja również szeroko się uśmiecham.
- Hej, a wam co tak wesoło, hmm? - do środka wchodzi Justin i przysiada obok. Obejmuje mnie czule od tyłu i wtulam plecy w jego tors. Jest taki twardy i umięśniony.

-  Pattie opowiedziała fajny dowcip - mrugam do niej, a ona przewraca oczami.

Weekend nadchodzi szybko. Kiedy tylko widzę Jazzy i Jaxo uśmiecham się szeroko. Dzieciaki rzucają się na mnie i mocno tulę ich malutkie ciałka do siebie. Tak bardzo za nimi tęskniłam! Od razu do mojej głowy przedostaje się mój braciszek i za nim również niesamowicie tęsknię!
- Tęskniłem! - Jaxo odchyla się i marszczy swój mały nosek. Jest taki uroczy!
- Nie słuchaj go! Ja tęskniłam bardziej! - Jazzy szturcha brata i zaczynają się przepychać!
- Ej, spokojnie - chichoczę cicho i rozdzielam ich - Najbardziej to tęskniłam ja, o!
- Pfff! Wcale nie, bo ja! - słyszymy głos Justina, który wchodzi do salonu i dzieciaki teraz rzucają się na niego. Przewracają go na dywan i w domu od razu robi się niesamowicie głośno. Przysiadam obok nich i chyba właśnie tego było mi potrzeba - No już! Udusicie mnie!
- A wiesz, że tata kupił nas psa? - Jazzy pyta z ogromnym podekscytowaniem.
- Psa? Naprawdę? - Justin obejmuje siostrę i wyglądają razem cudownie! - Jak ma na imię?

- Luna, jest śliczna! Kiedy przyjedziesz? Musisz ją zobaczyć, zakochasz się w niej!
- Hmm, serio? - Justin mruga rozbawiony i w tym momencie wchodzi jego tata z dwoma walizkami, ups - Hej, tato! - chłopak wstaje i wita się z ojcem - Co tam? Jak podróż?
- W porządku, dzieciaki nie mogły usiedzieć spokojnie na tyłku - przewraca rozbawiony oczami i siada na kanapie - Ciągle trajkotały o Elenie - posyła mi uśmiech i mruga rozbawiony.
- Awww - rozczula mnie to i przytulam mocniej Jaxo, który siedzi na moich kolanach.
- Pójdziemy jutro do wesołego miasteczka? - Jazzy pyta Justina i bawi się jego grubym łańcuszkiem. Uwielbiam tą dziewczynkę, jest śliczna i taka drobniutka.
- No pewnie, że pójdziemy! - Justin mówi uradowany, podnosi się i robi siostrze karuzelę.
Czuję, że ten spędzony czas z dziećmi będzie dla mnie najlepszą terapią i zapomnieniem. 


Następnego dnia budzą mnie wymioty. Zrywam się na równe nogi i biegnę do łazienki. Zwracam całą zawartość żołądka i czuję, jak bardzo jest mi niedobrze. Spuszczam wodę, opieram czoło o kolana i oddycham głęboko. Co jest? Może zaszkodziło mi coś, co wczoraj zjadłam?
- Kotku? - słyszę głos Justina i podnoszę głowę. Stoi w drzwiach zaspany, z potarganymi włosami i marszczy czoło zaskoczony - Co się dzieje? - podchodzi i kuca obok mnie.
- Nie wiem - odpowiadam cicho i przecieram twarz rękami - Nie czuję się najlepiej.
- Potrzebujesz czegoś? Nie wiem, prysznic, śniadanie, kawa? Powiedz mi.
- Chyba jedynie łóżka - odpowiadam i posyłam mu słaby uśmiech. Od razu bierze mnie na ręce i zanosi z powrotem do łóżka. Okrywa i przytula mocno do siebie. Odprężam się w jego ramionach i przymykam oczy. Nie wiem co się dzieje, ale mdli mnie nadal i czuję, jak w brzuchu wszystko przewraca mi się na drugą stronę. Znowu w gardle pojawia się gula i ponownie muszę zwymiotować. Podnoszę się i ląduję przed wc. Męczy mnie niemiłosiernie, targają mnie dziwne torsje i czuję, że zaraz wypluję wszystkie wnętrzności - Niech to szlag!
- Może powinniśmy podjechać do lekarza? - Justin pyta mnie, kiedy opłukuję usta wodą - Zjadłaś coś? Pewnie Ci zaszkodziło, może kupię jakieś krople na żołądek?

- Halo? Jest tu kto? - słyszmy głos Pattie i Justin opuszcza łazienkę.
- Mama? Co Ty tutaj robisz? - pyta zaskoczony i ja wchodzę do pokoju.
- Przepraszam, pukałam ale nikt nie odpowiadał. Elena? Co się dzieje? Jesteś blada jak ściana!
- Wymiotuje, nie wiemy co się dzieje, chyba trzeba pojechać do lekarza.
- Może jesteś w ciąży? - o.mój.boże! Aż uchylam usta, nie tego się spodziewałam!








****************************************************************
Hello! :)
Tak więc przychodzę z nowym rozdziałem. Nie wiem, czy przypadnie wam do gustu, ale starałam się jak mogłam. Mam nadzieję, że "jakoś" to wyszło :D

Buziam was i dziękuję tym, który nadal tutaj zaglądają.
Kocham ♥

Kasia.






9 komentarzy:

  1. JEZU SWIETY! CIAZA!! BEDA DZICI!! ROZDZIAŁ SWIETNY!!! KOCHAM CIE DZIEWCZYNO! KIEDY KOLEJNY?

    OdpowiedzUsuń
  2. omgg jak to będzie ciąża to ja Cię dziewczyno kocham ! wgl to opowiadanie jest świetne ! Nie spodziewałam się dziś rozdziału ale mega się cieszę że jest. Mam nadzieję że za niedługo będzie następny. dziękuję że kontynuujesz to opowiadanie ♥ Wesołych i spokojnych świąt :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku jak się cieszę,że jest nowy rozdział<3 Dziękuje że starasz sie dodawać rozdziały i jakoś to dalej prowadzić <3 Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Beda mieli dziecko, beda mieli dziecko ! :D jeej ! <3 rozdzial cudowny *.* do nastepnego :*

    OdpowiedzUsuń
  5. JEJU! WIEDZIAŁAM! ALE SIĘ JARAM! HAHAHAH! SUPER! BĘDZIE DZIDZIUŚ!

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaw, te ich przytulski są takie słodkie! ^^
    Ciąża!? Tak, tak tak! Taki mały smerff zawsze pasuje do opowiadań o Justin'ie! :D jednak wątpię trochę czy to może być ciąża... No bo Elena miała teraz to pchnięcie nożem w brzuch, a gdyby była w tedy juz to w szpitalu by to od razu wykryli i myślę, że po tym co ta dziewczyna zrobiła dziecko nie miało by zbyt dużych szans na przeżycie... Ale co ja tam wiem! :D pożyjemy, zobaczymy ^^
    Kocham bardzo mocno, do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww, uwielbiam to, że w Twoich opowiadaniach są dzieci *_* Mam nadzieję, że to będzie ciąża :) Rozdział fantastyczny, kocham to! :*
    Pozdrawiam i czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie mały Justinek albo mała Elenka! Hahahahha xD Oj Bieber sie ucieszy! XD
    Do następnegooo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wreszcie nowy rozdzial! Dziekuje, kocham cie, jest cudowny!:-*

    OdpowiedzUsuń